00:01
Podcast Polskiego Radia.
00:04
Luty 2005 roku, Anglia. Mężczyzna przed kamerami telewizyjnymi nie potrafi opanować drżenia głosu. Mówi o swojej narzeczonej, która zniknęła i to dokładnie w dniu Walentynek. Ociera oczy i zdesperowany błaga o wskazówkę, gdzie jej szukać. Prosi też ją samą, żeby, jeśli to usłyszy, dała mu jakikolwiek znak, że żyje.
00:29
Żaden z obecnych na sali dziennikarzy i operatorów nie wie jeszcze, że w odległym lesie leży ukryte pod gałęziami ciało zaginionej kobiety i że drogę do niego wskaże przyroda oraz nauka, która potrafi czytać jej ślady. Laboratorium Zbrodni. Nauka w służbie kryminalistyki.
00:49
Podcast twórców Crazy Nauki we współpracy z Polskim Radiem. Dzień dobry, tu Ola Stanisławska.
00:57
I Piotrek Stanisławski. Witamy Państwa w kolejnym odcinku Laboratorium Zbrodni, czyli tej serii, w której patrzymy na sprawy kryminalne z punktu widzenia nauki. No i oczywiście tego, jak wpływa ona na pracę śledczych, a my sami tworzymy też nasz podcast Crazy Nauka.
01:12
No i oczywiście dziękujemy za wszelkie komentarze, za udostępnianie i polecanie naszego podcastu innym. To jest dla nas niezwykle ważne, a jeżeli Państwo jeszcze nie subskrybują Laboratorium Zbrodni, to jest to bardzo dobry moment, aby to zrobić właśnie teraz.
01:28
W tym odcinku przyjrzymy się sprawie, w której zabójca przyznał, że ukrył ciało, ale nie potrafił albo nie chciał wskazać gdzie, a mimo to śledczy odnaleźli je w ciągu kilku dni. Kluczem okazała się niezwykła metoda naukowa, która doprowadziła śledczych jak po nitce do porzuconych zwłok.
01:48
I tu bardzo ważna uwaga. Mówimy o prawdziwych zdarzeniach. W tym odcinku pojawią się informacje związane z przemocą domową i morderstwem.
01:57
Jeżeli słuchają nas osoby wrażliwe, zmagające się ze stanami lękowymi albo mające za sobą traumatyczne doświadczenia, treści to mogą być dla nich nieodpowiednie.
02:07
Jeśli więc ktoś czuje, że te tematy mogą mieć na niego negatywny wpływ, to zachęcamy do wybrania innego podcastu albo odsłuchania tego materiału w momencie, kiedy będą Państwo na to gotowi.
02:19
Dbajmy o swoje zdrowie psychiczne. Słuchasz podcastu Laboratorium Zbrodni.
02:26
Poniedziałek 14 lutego 2005 roku. Robotnicza dzielnica w Hull, mieście leżącym w północno-wschodniej Anglii. Tak naprawdę nazywa się Kingston Upon Hull, ale wszyscy mówią o nim Hull. Dzień zaczyna się zwyczajnie. Tak zrelacjonuje go potem Paul Dyson, narzeczony Joan Nelson. To były walentynki, więc on i Joan wymienili się kartkami z miłosnymi wyznaniami, przytulili, on wyszedł do pracy w zakładzie obróbki drewna, a ona została w domu.
02:58
Kiedy wrócił, drzwi zastały otwarte, a Joan nie było w domu.
03:03
Zaginiona Joanne Nelson miała 22 lata i pochodziła z Hull. Była najstarszą z trzech sióstr, pracowała w lokalnym urzędzie pracy w Job Center, gdzie pomagała ludziom szukającym zatrudnienia. Była drobnej budowy, atrakcyjna, lubiła sport, grała w netball, taką nieco zmodyfikowaną odmianę koszykówki i pływała. Wcześniej została przyjęta przez organizację wysyłającą wolontariuszy za granicę i miała wyjechać do pracy w Ganie. Ostatecznie z tego planu zrezygnowała, podobnie jak ze szkolenia pielęgniarskiego, które rozpoczęła nieco później.
03:38
W tym przypadku nie była w stanie udźwignąć emocji związanych z losem pacjentów.
03:43
Z Polem Dysonem była związana od kilku miesięcy. Mieszkali razem w jego domu w zachodniej części miasta. Dyson miał wówczas 30 lat i pracował jako pilarz przy obróbce drewna w firmie z branży drzewnej. Był silnym i wysportowanym mężczyzną, trenował sztuki walki, uprawiał kulturystykę. W oczach sąsiadów Joan i Paul wyglądali na taką zwyczajną parę u progu wspólnego życia. Wiadomo było, że planowali ślub.
04:13
Jak twierdził Dyson to nagłe zniknięcie było do John całkowicie niepodobne. Od razu zaczął się więc martwić i postanowił jak najszybciej zgłosić jej zaginięcie policji. Powiedział funkcjonariuszom, że owszem tego dnia trochę się pokłócili o drobiazg, o obowiązki domowe i zasugerował, że być może narzeczona wyszła po prostu pochłonąć i niedługo wróci.
04:35
Ale Joanne nie wracała, nie odezwała się do rodziców, z którym była blisko związana, nie stawiła się w pracy, nie skontaktowała się z żadną z sióstr ani z nikim znajomym. Obawy narastały, zwłaszcza, że Joanne nie pojawiła się na pogrzebie ojca swojej najlepszej przyjaciółki, ani nie zadzwoniła do swojej siostry Katie w dniu jej dziewiętnastych urodzin.
04:58
Tymczasem Dyson nie próżnował. Dwa dni po zgłoszeniu zaginięcia, 16 lutego, wystąpił w lokalnej telewizji prosząc o każdą informację na temat miejsca, w którym Joan może obecnie przebywać. Zwracał się też bezpośrednio do samej Joan, prosząc, by dała mu jakikolwiek znak, że żyje. Dzień później, podczas policyjnej konferencji prasowej, o pomoc w odnalezieniu dziewczyny zaapelowali również jej rodzice, Jean i Charlie.
05:26
Odzew był ogromny. Do poszukiwań oprócz policjantów i wyspecjalizowanych ekip włączyły się setki ochotników z aż sześciu hrabstw, w tym sąsiedzi i przyjaciele Joan. W pewnym momencie do akcji skierowano również żołnierzy. Okazało się, że była to jedna z największych operacji poszukiwawczych prowadzonych w tej okolicy. Przez cały ten czas Dyson pozostawał aktywny. Rozwieszał plakaty, stał u boku rodziny Joan, a nawet zapraszał reporterów do domu, gdzie udzielał poruszających wywiadów.
06:01
Między innymi na temat pierścionka zaręczynowego, który jak twierdził miał być niespodzianką dla Joan.
06:09
A jednak nie wszyscy, którzy oglądali publiczne występy Dysona byli nimi jednakowo poruszeni. Jego apel w lokalnej telewizji zobaczył również detektyw nadkomisarz Ray Higgins, który kierował śledztwem w sprawie zaginięcia Joanne. Coś przykułuje jego uwagę. Nie łzy, nie zdjęcie ściskane w dłoniach, lecz właśnie same dłonie mężczyzny, na które kamera wielokrotnie robiła zbliżenia.
06:34
Higgins zauważył wtedy, że na grzbietach obu kciuków Dysona widać niewielkie ślady w kształcie półksiężyca. Jako szef zespołu do spraw najpoważniejszych przestępstw w policji Humberside, mający doświadczenie w sprawach porwań i zabójstw, wiedział, że kiedy ktoś zaciska dłonie na szyi drugiego człowieka, wtedy ofiara instynktownie próbuje oderwać te ręce od swojego gardła i może zostawić na nich ślady paznokci.
07:05
Te półksiężyce na kciukach mogły być właśnie takim śladem, tyle że nie można zatrzymać człowieka wyłącznie z powodu kształtu zadrapań, ale od tej chwili Higgins patrzył na zrozpaczonego narzaczonego już inaczej.
07:20
Był też inny niepokojący rys tej sprawy. Wszystko co wiadomo było ostatnim poranku Jeanne pochodziło z jednego źródła, od samego Dysona. To on jako jedyny twierdził, że widział ją tego dnia żywą i to on opowiadał co wydarzyło się wtedy w domu. Nikt inny nie mógł tego potwierdzić. A im dłużej trwały poszukiwania, tym słabiej wersja o możliwym, być może celowym, jak sugerował Dyson, zniknięciu pasowała do obrazu kobiety, która na co dzień utrzymywała stały kontakt z rodziną i z przyjaciółmi.
07:53
A potem nastąpił przełom. Okazało się, że Dyson zwierzył się przyjacielowi z czegoś, co nie dawało mu spokoju. Powiedział mu mianowicie, że zabił Joan podczas kłótni. Przyjaciel na szczęście nie zatrzymał tej wiedzy dla siebie i przekazał ją matce Dysona, Christine. I to ona zadzwoniła na policję, żeby powtórzyć to, czego dowiedziała się o własnym synu.
08:19
18 lutego, 4 dni po zgłoszeniu zaginięcia, Paul Dyson został aresztowany. 21 lutego postawiono mu zarzut morderstwa.
08:29
Ale zatrzymanie Dysona nie zamknęło sprawy. Mężczyzna nie przyznawał się do celowego zabicia Joan. W archiwach sprawy brakuje szczegółów na temat tego, co jego zdaniem się wydarzyło. Co więcej, Dyson jednocześnie twierdził, że ciało narzeczonej gdzieś wywiózł. Dokąd? Tego nie wie. Nie pamięta drogi, nie pamięta miejsca, nie potrafi wskazać go na mapie. Podczas przesłuchania policja zdołała jednak wydobyć z niego wystarczająco dużo szczegółów, żeby zorientować się, że Joanne trzeba szukać w terenie gdzieś na północy Anglii wśród tysięcy hektarów lasu.
09:04
I to właśnie w tym miejscu do sprawy wkroczyła nauka.
09:09
Słuchasz podcastu Laboratorium Zbrodni.
09:12
Otóż detektyw Ray Higgins zaprosił do śledztwa dr Patricia Wiltshire, ekolożkę sądową, która współtworzyła w Wielkiej Brytanii dziedzinę znaną jako ekologia kryminalistyczna. To nauka oparta na założeniu, że każde miejsce na ziemi pozostawia na człowieku, na jego rzeczach i ciele własny rozpoznawalny ślad. Składają się na niego pyłki, zarodniki, fragmenty roślin i grzybów. To materiał tak drobny, że po prostu niewidoczny gołym okiem, a jednocześnie na tyle charakterystyczny, że potrafi wskazać gdzie ktoś był i czy miał kontakt z jakimś konkretnym miejscem, a niekiedy nawet z dokładnością do kilkudziesięciu metrów.
09:59
Do specjalizacji w ekologii kryminalistycznej dr Whittle Chair doszła okrężną drogą. Jako dziecko marzyła o karierze baletnicy albo pianistki. Botaniką zainteresowała się dzięki babci, która podczas spacerów uczyła ją łacińskich nazw roślin. Studia botanikę i geologię zaczęła po dwudziestce w King's College w Londynie. Później wykładała tam oraz na University College London zajmując się rekonstrukcją dawnych środowisk na podstawie pyłków zachowanych w osadach.
10:31
I prawdopodobnie robiłaby to dalej, gdyby nie pewien telefon. W 1994 roku zadzwonił do niej detektyw z hrabstwa Hetfordshire. Policja zwróciła się najpierw do słynnego ogrodu botanicznego Kew Gardens, a stamtąd odesłano ją do Wiltshire, podobno ze słowami, że oni sami nie pomogą, ale znają naukowczynię, która będzie potrafiła to zrobić. Sprawa była powiązana z chińską triadą, czyli organizacją mafijną.
11:02
Ofiarą był człowiek, który miał obracać pieniędzmi triady, ale przywłaszczył sobie ich część. Został porwany, skrępowany, zabity, a potem wywieziony i porzucony w rowie na polu w Hertfordshire. Całe dochodzenie zależało od jednego. Czy uda się wykazać, że samochód podejrzanych rzeczywiście wjechał na to konkretne pole uprawne i czy Wiltshire potrafi to udowodnić? No, potrafiła.
11:28
Warto przy tej okazji wyjaśnić dlaczego pyłek w ogóle nadaje się na dowód. Ziarna pyłku są wyjątkowo odporne dzięki zewnętrznej ściance zwanej egzyną zbudowanej ze sporopoleniny, jednej z najtrwalszych substancji organicznych występujących w przyrodzie. Ta powłoka sprawia, że pyłek może przetrwać tam, gdzie prawie wszystko inne już dawno uległoby rozkładowi, znosi nawet intensywną obróbkę chemiczną. Zresztą opowiadaliśmy o tym w kilku odcinkach, ostatnio chyba w takim odcinku zatytułowanym Śladem rzadkiej mutacji.
12:00
Wiltshire razem z technikami kryminalistycznymi starannie zebrała błoto i osady z samochodu. Następnie przemyła je i przesiała, żeby pozbyć się większych okruchów, a uzyskaną zawiesinę odwirowała, zagęszczając ją do takich niewielkich grudek. Potem przystąpiła do oczyszczania próbek, co jest standardową procedurą w polinologii, czyli dziedzinie nauki, która zajmuje się badaniem pyłków roślin oraz zarodników mszaków, poprotników i grzybów.
12:31
Materiał traktuje się w takich sytuacjach silnymi kwasami, m.in. kwasem fluorowodorowym, który rozpuszcza krzemionkę, czyli mineralną część gleby. Próbki poddaje się też tzw. acetolizie, czyli obróbce mieszaniną kwasową, np. kwasem octowym i siarkowym, która usuwa miękkie resztki organiczne. Efekt jest taki, że kwasy rozpuszczają większość tła, czyli kwarc, glinę, materię organiczną, a zostawiają przede wszystkim to, co jest na nie odporne, czyli ziarna pyłku i zarodniki.
13:05
Dopiero taki oczyszczony koncentrat nanosi się na szkiełka mikroskopowe.
13:10
Po oczyszczeniu próbek badaczka spędziła długie godziny przy mikroskopie. Mozolni liczyła ziarno po ziarnie, rozpoznając gatunki po kształcie, rozmiarze i rzeźbie ścianki, aż zaczął wyłaniać się niepowtarzalny profil roślin porastających miejsce zbrodni. Rozpoznała m.in. klon polny, głuk, bluszcz pospolity, czyściec, szczaw, komosę i pokrzywę. Rośliny, które sprawcy zdeptali na polu i wnieśli na butach do samochodu. Z tego zestawu ułożył jej się w głowie obraz konkretnego miejsca, starej, bioróżnorodnej miedzy biegnącej wzdłuż pola uprawnego.
13:47
Kiedy policja zabrała ją na miejsce zbrodni dokonanej przez triadę, Wiltshire nie chciała, żeby wskazano jej, gdzie znaleziono ciało. Poprosiła, żeby pozwolono jej sprawdzić samą siebie i ruszyła wzdłuż żywopłotu. To nie tu, to nie tu, aż nagle wszystko się zgodziło. Wskazała policji konkretne miejsce. Trafiła niemal co do metra. Zestaw gatunków, które zidentyfikowała pod mikroskopem pokrywał się dokładnie z tym, co rosło w tym jednym punkcie między.
14:18
Jej analiza stała się ważnym elementem procesu, który zakończył się skazaniem sprawców.
14:24
To był początek jej spektakularnej kariery kryminalistycznej. Wieść szybko się rozeszła, a Wiltshire zaczęła dostawać zlecenia od policji z całego kraju. Przygotowała ekspertyzy w niemal 300 sprawach kryminalnych. Były wśród nich również takie, o których słyszał niemal każdy w Zjednoczonym Królestwie. Najgłośniejsza z nich to śledztwo w sprawie morderstw w Soham. Zabójstwa dwóch dziesięcioletnich dziewczynek, Holly Wells i Jessica Chapman. Mówiliśmy o tym w odcinku pod tytułem Nieobcy, niewidzialne ślady zbrodni.
14:58
Analiza dr Wiltshire pomogła wykazać, że główny podejrzany był w miejscu, w którym porzucono ciała, a stało się to jednym z elementów prowadzących do jego wskazania.
15:07
Rady, które bada dr Wiltshire mają jeszcze jedną ważną cechę. Są wyjątkowo trudne do usunięcia. Pyłki i zarodniki wczepiają się w tkaniny, w szczeliny po desze, w błoto na butach. No i co kluczowe, potrafią utrzymać się tam bardzo długo. Niektóre mogą przetrwać nawet pranie w pralce. Człowiek, który przeszedł przez konkretny las, łąkę czy ogród wynosi z niego czy z niej na sobie próbkę tego miejsca, zwykle nie mając o tym zielonego pojęcia. Dziękuję.
15:38
W tym miejscu warto wspomnieć o terminie, wokół którego kręci się cała historia morderstwa, o którym dziś opowiadamy. Chodzi o sygnaturę środowiskową miejsca, czyli to, co czyni dane miejsce rozpoznawalnym. To kombinacja dziesiątek, czasem nawet setek różnych mikroskopijnych składników występujących w określonych proporcjach. No właśnie pyłków, drzew i roślin zielnych, zarodników mszaków, paproci, grzybów, mikroskopijnych szczątków organicznych i mineralnych. Dwa miejsca mogą być porośnięte tymi samymi gatunkami drzew, a mimo to różnić się resztą składu na tyle, że da się je od siebie odróżnić.
16:17
I właśnie w sprawie zaginięcia John Nelson kluczem do rozwiązania tajemnicy stał się ten unikalny zestaw wielu różnych organizmów i drobin. Zestaw, który wskazywał jedno konkretne miejsce w północno-wschodniej Anglii. Miejsce, którego Paul Dyson nie potrafił albo raczej nie chciał wskazać, ale które zdradziły przedmioty, jakich używał.
16:40
Doktor Wiltshire otrzymał od policji do zbadania rzeczy należące do Dysona, które mogły mieć kontakt z miejscem ukrycia ciała John. Jego samochód, buty i widły ogrodnicze. Zaczęło od tego, co było najprostsze do sprawdzenia i najbliższe podejrzanemu od jego ogrodu. Pierwsza hipoteza policji była oczywista. Być może Dyson ukrył zwłoki na własnej posesji albo w pobliżu domu swojej matki.
17:06
Analiza to wykluczyła. Materiał roślinny znaleziony na badanych przedmiotach nie pasował do żadnego z tych miejsc. Pochodził z lokalizacji o zupełnie innym charakterze. Badając próbki, Wiltshire stopniowo odtworzyła spójny obraz konkretnego lasu z wyraźną dominacją choiny zachodniej i brzozy. Co istotne, choina zachodnia, taki szybko rosnący gatunek iglasty, który został sprowadzony z Ameryki Północnej, była często sadzona na plantacjach leśnych prowadzonych przez brytyjską komisję leśną, Forestry Commission.
17:42
W charakterystycznym zestawie pyłków i zarodników znalazł się też dość rzadki składnik. Zarodniki paprodki zwyczajnej, a do niej jeszcze wrócimy.
17:52
Ale z materiału znalezionego na widłach dr Wiltshire odczytała coś jeszcze. Sposób w jaki użyto tego narzędzia. Widły nie nosiły śladów kopania grobu, a więc nie było na nich gleby z nieco głębszej warstwy. Zamiast tego pokrywał je materiał z powierzchni runa leśnego. Liście, próchnica i ściółka. To pozwoliło postawić zaskakująco konkretną tezę. Ciało Jeanne nie zostało zakopane, leżało na powierzchni, w zagłębieniu terenu, przykryte tym, co sprawca nagarnął widłami z leśnego poszycia, gałęziami i ściółką.
18:27
Poszukiwania skupiły się więc na terenach, które mogły odpowiadać temu opisowi. Policja apelowała o pomoc w zlokalizowaniu takich miejsc i tę pomoc uzyskała. Do detektywów zgłosił się 72-letni Ray Dobson, leśnik z miejscowości Brunsby w North Yorkshire, oddalonej od hal o jakieś 80 kilometrów. Był to człowiek, który przez lata pracował w okolicznych lasach. Przekazał, że dobrze zna teren, na którym rosną choiny zachodnie i brzodzy, bo te gatunki własnoręcznie sadził w lasach wokół Brunsby.
19:04
Śledczy zestawili jego wskazówki z sygnaturą środowiskową pochodzącą od dr Wiltshire i przesunęli rejon poszukiwań w okolice, o której mówił leśnik.
19:15
Wśród elementów krajobrazu, których miały wypatrywać grupy działające w terenie, była również pewna charakterystyczna brama. Skąd dokładnie wziął się ten szczegół, źródła nie mówią jednoznacznie. Najpewniej ze strzępów informacji, które udało się wcześniej wydobyć od Dysona. Tak czy inaczej, funkcjonariusze mieli zwracać szczególną uwagę na konkretny obraz. Metalową bramę zrobioną z rur i leżący przy niej stos butelek.
19:41
Był 24 marca 2005 roku, 39 dni po zniknięciu Joan. Tego popołudnia dwaj detektywi z policji Humberside, prowadzący śledztwo Ray Higgins i constable Phil Gatt przejeżdżali przez wskazane przez leśnika okolice Brunsby, gdzie wkrótce miały ruszyć poszukiwania na wielką skalę. Jechali właśnie odludną leśną drogą, kiedy zobaczyli bramę, a obok niej stos butelek.
20:11
Detektyw Higgins opowiadał później, tu cytat, natychmiast rozpoznaliśmy tę bramę. Weszliśmy w las i natrafiliśmy na coś, co było wyraźną próbą ukrycia jakiegoś obiektu. Około 150 metrów od bramy w naturalnym zagłębieniu terenu leżało przykryte gałęziami ciało kobiety. To była Jeanne. Spoczywała dokładnie tak, jak opisała to dr Wiltshire, a drzewa nad nią, choina i brzoza, odpowiadały sygnaturze odczytanej z przedmiotów należących do Dysona.
20:45
Odnalezienie zwłok pokazało, że sygnatura środowiskowa miejsca potrafi odpowiedzieć bardzo dokładnie na pytanie gdzie. Ale ta sama metoda kryminalistyczna może też powiedzieć coś o czasie, jaki minął od porzucenia ciała w terenie. Rośliny rosną, więdną i rozkładają się w przewidywalnym tempie. Kiedy zwłoki trafiają na leśne dno, natychmiast zaczynają ingerować w swoje najbliższe otoczenie. Ściółka pod spodem traci dostęp do światła i blednie.
21:17
Korzenie, grzyby reagują na obecność szczątków organicznych. Drobne rośliny przygniecione ciężarem ciała rosną dalej albo obumierają w rytmie, który da się odczytać trochę jak zegar. Wprawny ekolog sądowy analizując co zdążyło urosnąć, a co zamarło pod ciałem i wokół niego potrafi oszacować jak długo zwłoki leżały w danym miejscu.
21:42
Wiltshire wykorzystała to w jednej ze swoich najgłośniejszych spraw, tym śledztwie dotyczącym morderstw w Soham, o którym już wspomnieliśmy. Obserwując i badając jak rozwijały się rośliny w miejscu, w którym porzucono ciała dwóch dziewczynek, potrafiła bardzo dokładnie określić kiedy je tam umieszczono. Ten dowód pomógł wskazaniu sprawcy, no a przyroda okazała się nie tylko mapą, ale też kalendarzem.
22:06
Ale jest jeszcze jedno miejsce, w którym natura zapisuje swój ślad. I to takie, o którym właściwie mało kto pomyśli. Chodzi o wnętrze ciała ofiary. Dr Wiltshire opracowała metodę wypłukiwania śladów roślinnych z jam nosowych zmarłych osób. Zyskała dzięki temu wśród policjantów trochę nieelegancki, ale dość wymowny przydomek dama od Kataru. Za tym niezbyt poważnym określeniem kryje się jednak jedno z najbardziej pomysłowych narzędzi w jej całym warsztacie kryminalistycznym.
22:39
Zasada, na której opiera się ta metoda jest zaskakująco prosta. Nasze drogi oddechowe służą nie tylko do wymiany gazowej, ale chronią też płuca przed pyłem i innymi drobnymi cząstkami, które wdychamy razem z powietrzem. Wnętrze nosa wyścierłają błony wytwarzające śluz, a ten śluz działa jak lep. Wychwytuje i zatrzymuje mikroskopijne drobiny, w tym pyłki i zarodniki unoszące się w powietrzu z danego miejsca.
23:06
To znaczy, że powietrze, którym ofiara oddychała w ostatnim miejscu swojego życia, może zostawić ślad w jej własnym ciele. Pyłki wciągnięte wraz z ostatnimi oddechami przywierają do ścianek jamy nosowej, jak wynika z badań dr Wiltshire, na co najmniej wiele godzin. Materiał ten okazuje się przy tym zdumiewająco trwały. Można go odzyskać nawet ze zwłok, które uległy już szkieletyzacji.
23:35
Robi się to wypłukując go z powierzchni kości w głębi nosa.
23:38
Dzięki temu ciało ofiary samo staje się swego rodzaju próbnikiem powietrza. Co więcej, zestaw pyłków z jam nosowych bywa inny niż ten z miejsca, w którym porzucono zwłoki. Wtedy może zdradzić, że ofiara zginęła gdzie indziej, a sprawca dopiero później przeniósł ciało. Warto jednak zaznaczyć to wprost. W sprawie Joanna ta konkretna metoda nie była potrzebna. Tutaj to nie ciało ofiary, lecz przedmioty należące do sprawczy, czyli ten samochód, buty, widły nosiły sygnaturę miejsca.
24:11
No ale w innych śledztwach, w których zwłoki bywały jedynym dostępnym świadkiem, technika pobierania pyłku z dróg oddechowych okazywała się bezcenna. Niedawno mówiliśmy o tym choćby w tym odcinku opowiadającym o zabójstwie w Nowej Zelandii.
24:25
I tu wracamy do pytania, które w tej metodzie jest najważniejsze i najtrudniejsze. Skąd właściwie pewność, że odczytana sygnatura wskazuje właśnie to jedno konkretne miejsce, a nie jakiś dowolny, podobny las? Jest to zarzut, który obrońcy oskarżonych podnoszą w takich sprawach dość regularnie. Twierdzą, że taki zestaw pyłków mógł pochodzić z jakiegokolwiek lasu w danej okolicy, bo przecież nie istnieje jakaś gotowa baza danych, w której można by sprawdzić profil dębowego lasu albo profil łąki nad rzeką.
25:02
Każde miejsce, nawet dwa sąsiednie zakątki tego samego parku, lasu ma własny, niepowtarzalny skład. Sygnaturę trzeba więc za każdym razem zbudować od nowa, próbka po próbce, a następnie porównać z materiałem pobranym z przedmiotów należących do podejrzanego albo z jego ciała, na przykład spod paznokci.
25:24
Wtedy szczególnego znaczenia nabierają te elementy, które z jakiegoś powodu są w danej sygnaturze środowiskowej wyjątkowe. No i tu wraca to coś, co pojawiło się już wcześniej w naszej historii. Może pamiętają Państwo tę paprodkę. Zarodniki paprodki zwyczajnej, rzadkiej w okolicach lasu pod Brunsby, były właśnie takim elementem. O wyjątkowości miejsca świadczył ten nietypowy składnik i to on sprawiał, że cała sygnatura stawała się Praktycznie niemożliwa do pomylenia z przypadkowym, jakimś podobnym lasem.
25:58
Ciało Joan zostało zabrane z lasu i przewiezione do kostnicy. Sekcję przeprowadził patolog z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wynik był jednoznaczny. Przyczyną śmierci było uduszenie. Nie sznurem, ani paskiem, lecz rękami. To ustalenie miało bardzo istotne znaczenie, bo ta forma zabójstwa nie przynosi natychmiastowej śmierci. Żeby pozbawić człowieka życia w ten właśnie sposób, trzeba zaciskać uchwyt na szyi przez długie, ciągnące się chwile.
26:30
Na tyle długo, że sprawca ma czas zrozumieć, co właśnie robi i albo się opamiętać, albo działać dalej, ale już z premedytacją.
26:40
Dlatego właśnie ślad, który Higgins dostrzegł wcześniej na kciukach Dysona, tak dobrze pasował do tego, co wykazała sekcja. Tym sposobem dowody zaczęły się więc układać w logiczną całość. Z tego, co ustalono w toku śledztwa i odtworzono później przed sądem, wyłonił się dramatyczny przebieg tamtego dnia. Inny niż ten, o którym Dyson z płaczem opowiadał przed kamerami.
27:03
Kłótnia zaczęła się 13 lutego, dzień przed walentynkami, od rzeczy zupełnie błahej, od prania. No tak, nie przesłyszeli się Państwo. Joanne poprosiła Dysona, żeby włożył pranie do pralki i uruchomił program, a on nie potrafił obsłużyć urządzenia. Wymiana zdań przerodziła się w awanturę, a awantura w przemoc.
27:27
Potem w nocy z 13 na 14 lutego Dyson gołymi rękami udusił Joanne. Prokurator podkreślał, że oskarżony działał z zamiarem zabójstwa. Nie wezwał pomocy, nie próbował ratować kobiety, nie zawiadomił sąsiadów, nie zadzwonił po karetkę. Zamiast tego zaczął działać całkiem na zimno.
27:47
W sklepie naprzeciwko domu kupił to, co mogło posłużyć do zatarcia śladów. Wiemy o tym, bo uchwyciła go kamera. Widać na nagraniu jak kupuje worki na śmieci, rękawiczki i spray dezynfekujący. To właśnie pracownik tego sklepu, skojarzywszy zakupy z apelem Dysona w telewizji, zawiadomił później policję. Stamtąd zabójca pojechał do matki i zabrał z jej ogrodu widły, a w drodze powrotnej, przed swoim własnym domem, w którym leżało ciało Jeanne, Zatrzymał się i uciął sobie pogawędkę z sąsiadką.
28:20
Zapytał ją, jak spędziła wakacje. Wspomniał, że wraz z Joan mają zamiar przygarnąć kota. A kiedy sąsiadka spytała, czy u Joan wszystko w porządku, odpowiedział, tak, u niej wszystko dobrze. Po prostu dzień jak co dzień.
28:33
Później wrócił do środka, związał sznurkiem ręce i nogi Joan, opakował ciało w worki foliowe i owinął taśmą. Wyniósł je do samochodu. Wyjechał najpierw po paliwo na stację w miejscowości Holden, a potem ruszył na północ w stronę lasów North Yorkshire. W okolicy Brunsby ukrył zwłoki w zagłębieniu terenu i przykrył je gałęziami oraz ściółką zgarniętą widłami. Potem wrócił do hal, zgłosił zniknięcie partnerki i z wielkim zaangażowaniem zaczął odgrywać z rozpaczonego narzeczonego.
29:07
Zadzwonił do rodziców Joan, Charlie Gojgin, pytając, czy córka jest u nich. Kiedy przerażeni jej zniknięciem przyjechali do jego domu, Dyson przytulał panią Nelson i płakał razem z nią. Zapewniał, że martwił się o Joan tak samo jak ona. Potem były wywiady, plakaty, udział w tych poszukiwaniach, jej łzy przed kamerami. Prokuratura określi później te medialne występy jako obrzydliwe. Słuchasz podcastu Laboratorium Zbrodni.
29:38
A czy Joan i Dyson byli taką zwyczajną parą tuż przed ślubem, jak przez długi czas utrzymywał sprawca? No cóż, to również było kłamstwem. Poznali się dwa lata przed jej śmiercią w jednym z klubów w Hall, gdzie Dyson dorapiał jako bramkarz. Ona miała wtedy 19 lat, on 27.
29:59
Związali się i zamieszkali razem, ale ich relacja stopniowo się psuła. Joan chciała się rozwijać. Mówiła o karierze, o awansach, o podróżach po świecie. Miała szerokie grono przyjaciół.
30:11
A Dyson zostawał w tyle. Opuścił szkołę bez kwalifikacji, przechodził od jednej dorywczej pracy do drugiej i coraz bardziej to rozpamiętywał. Czuł, że John traci nim zainteresowanie. Uznał, że jeśli on nie będzie jej miał, to nie będzie miał jej też nikt inny. Sam oczywiście przedstawiał to inaczej, twierdził, a trzeba podkreślić, że to wyłącznie jego wersja, której nikt nie potwierdził, że tamtego dnia Joan miała mówić o odejściu, a potem drwić z niego, że nie radzi sobie z domowymi obowiązkami.
30:42
W jego relacji to ona rzuciła mu wyzwanie, żeby wreszcie pokazał, czy umie wstawić pranie. Cokolwiek naprawdę padło tamtego dnia z pewnością nie jest żadną okolicznością łagodzącą dla zabójstwa partnerki.
30:56
W dodatku wyszło na jaw, że Joanne nie była pierwszą kobietą, którą Dyson skrzywdził. Miał już za sobą nieudane małżeństwo. Jak się okazało, swoją byłą żonę zaatakował już podczas nocy poślubnej. Bywał wobec niej brutalny wielokrotnie. Raz dusił ją, aż do chwili, kiedy straciła przytomność. Kiedy stanął przed sądem za zabójstwo Joanne, jego była żona nie kryła, że czekała na moment, w którym Dyson wreszcie trafi za kratkę.
31:26
Przemoc była obecna także w jego domu rodzinnym. Nie chodzi jednak o to, że ojciec go bił. Przeciwnie, ojciec był dla niego idolem, a przy tym człowiekiem, który w młodości został skazany za zabójstwo, a później miał też na koncie śmiertelne potrącenie i ucieczkę z miejsca wypadku. Nie znaczy to, że przeszłość ojca w jakikolwiek sposób tłumaczy oczywiście to, co zrobił syn. Znaczy to tylko tyle, że brutalność i czyjaś śmierć spowodowana przez drugiego człowieka nie były w życiu Paula Dysona czymś odległym czy abstrakcyjnym.
31:58
Zanim jednak większość tych szczegółów ujrzała światło dzienne, Dyson przez długi czas utrzymywał, że owszem, nieumyślnie spowodował śmierć Joan, ale w żadnym razie nie było to morderstwo. Nic dziwnego, że tak twardo przy tym obstawał, bo w prawie angielskim, zresztą nie tylko angielskim, od takiej kwalifikacji zależy wymiar kary. I Dyson walczył o takie łagodniejsze potraktowanie jego czynu przez całe 9 miesięcy oczekiwania na proces.
32:27
Ten rozpoczął się 7 listopada 2005 roku w Hull Crown Court. Rodzina Joanne przyszła przygotowana na długą i wyczerpującą walkę, na tygodnie roztrząsania szczegółów śmierci córki i siostry. Ale nic takiego nie nastąpiło. Dyson w pierwszym dniu procesu odezwał się tylko po to, żeby potwierdzić swoje nazwisko i wygłosić oświadczenie. Przyznaje się do morderstwa. Z galerii dla publiczności dobiegł stłumiony okrzyk. Rozprawa dobiegła końca w ciągu zaledwie kilku minut.
33:00
Na zajutrz 8 listopada 2005 roku sędzia ogłosił wyrok. Dożywotnie pozbawienie wolności z określonym minimalnym okresem 16 lat, po którym Dyson mógłby ubiegać się o warunkowe zwolnienie. Kiedy wyprowadzano skazanego z sali, ludzie na galerii dla publiczności wstawali i obrzucali go wyzwiskami.
33:22
Dyson odsiedział obowiązkową część wyroku. W 2019 roku po 14 latach przeniesiono go do więzienia typu otwartego, z którego skazani mogą wychodzić, podejmować pracę i przygotowywać się do życia na wolności. Na początku 2022 roku Rada do Spraw Zwolnień Warunkowych skierowała go do zwolnienia. Paul Dyson wyszedł na wolność po nieco ponad 17 latach, rok po upływie orzeczonego minimum.
33:51
Historia Joanne Nelson mogłaby się w tym miejscu skończyć. Warto jednak opowiedzieć o jeszcze jednym echu, jakie przyniosła. Dwa lata po procesie Dysona w 2007 roku detektyw Ray Higgins, ten sam, który znalazł ciało Joanne, wrócił do sprawy, która od dawna ciążyła policji Humberside. Chodziło o śmierć 9-letniego Christophera Levraka, zamordowanego jeszcze w 1984 roku.
34:22
Przez ponad 20 lat sprawa pozostawała nierozwiązana. Był podejrzany, ale brakowało dowodu, który pozwoliłby doprowadzić do jego skazania. Nawet analiza DNA przeprowadzona po latach niczego ostatecznie nie przesądziła.
34:36
No i wtedy Higgins zrobił to samo co trzy lata wcześniej, czyli zadzwonił do Patricia Wiltshire. Ta przeanalizowała pyłki roślinne znalezione na ubraniu, które chłopiec miał na sobie w noc śmierci. Zestaw tych śladów powiązał dziewięciolatka z ogrodem jego wuja. Tak się składa, że to właśnie wuj był tym podejrzanym. Ozdobna cegła, którą obciążono ciało chłopca również okazała się związana z jego posesją.
35:03
Tak więc sygnatura środowiskowa miejsca, w szczególności analiza pyłków roślin, po raz kolejny stała się kluczem do rozwiązania kryminalnej zagadki. No i to tyle na dziś. Bardzo Państwu dziękujemy za wysłuchanie tego odcinka Laboratorium Zbrodni.
35:20
Jeżeli podobał się Państwu odcinek, to prosimy o zostawienie subskrypcji i oceny tam, gdzie Państwo nas słuchają. To bardzo pomaga nam po prostu w dotarciu do kolejnych osób.
35:30
Polecamy również Państwa uwadze naszą drugą serię podcastową, którą robimy we współpracy z Polskim Radiem, czyli sekcję teorii spiskowych, która w wersji wakacyjnej ukazuje się co poniedziałek i tej również można posłuchać na Spotify, na stronie Polskiego Radia, wszędzie tam, gdzie lubią Państwo słuchać podcastu.
35:54
Bardzo zachęcamy też do sięgania po poprzednie odcinki tej serii. A teraz do usłyszenia. Laboratorium Zbrodni. Nauka w służbie kryminalistyki.
36:04
To był podcast Aleksandry i Piotra Stanisławskich, twórców Crazy Nauki.
36:13
To był podcast Polskiego Radia. Więcej naszych podcastów znajdziesz na polskieradio.pl i we wszystkich innych miejscach, gdzie słuchasz podcastów.